partner serwisu

Hive - nieskończona chmura za darmo dla każdego. Dropbox, Google Drive, OneDrive mogą się schować?

Hive - nieskończona chmura za darmo dla każdego. Dropbox, Google Drive, OneDrive mogą się schować?
Autor:
Marek Kowalski
Data publikacji:
13 października 2014, 23:06
Średnia ocena:
Twoja ocena:
Tagi:
cloud storage, dropbox, dysk google, dysk online, google drive, hive, przechowywanie danych online, przestrzeń w chmurze, qihoo

Hive - to nowa chmura dyskowa. Usługi oferujące przechowywanie danych online (takie jak Dropbox, Dysk Google, Onet Dysk, OneDrive czy nadzwyczaj ekstrawaganckie pod względem pojemności chińskie Qihoo 360) stają się coraz popularniejsze. Nie przeszkadza to jednak w powstawaniu coraz to nowych projektów z tej kategorii. Czym Hive chce zachęcić potencjalnych użytkowników? Na początek... nieskończoną pojemnością oferowaną - uwaga - za darmo. Zaskoczeni? My też, choć w naszym przypadku wątpliwości wzbudziła nie tyle oferowana pojemność, co teoretyczny brak odpłatności. Czemu teoretyczny? Bo rzetelne podejście do sprawy wymaga zbadania jej osobiście. Dlatego bez specjalnej zwłoki zdecydowaliśmy się na szybką eksplorację chmury Hive, a Wam zdajemy relację, co tak naprawdę udało nam się w tej chmurze znaleźć.

Aby skorzystać z usługi Hive trzeba zacząć - jakżeby inaczej - od odwiedzin strony domowej serwisu i założenia konta. Już sam adres internetowy usługi - beta.hive.im - daje pewną odpowiedź, czemu oferta w tej chwili jest tak zaskakująco promocyjna. Twórcom serwisu zależy na szybkim zbudowaniu bazy testerów, dzięki którym będą mogli oni niejako na "żywym organizmie" przetestować działanie własnego tworu.

Pierwsze wrażenie, interfejs, rejestracja

Szybka eksploracja strony powitalnej usługi Hive pozwala już poznać odpowiedzi na kilka pytań. Nie mamy zastrzeżeń do interfejsu, jest nowoczesny, estetyczny i zgodny z obowiązującymi dziś trendami by serwisy były czytelne na możliwie szerokim zakresie urządzeń.

Po lewej stronie widoczny jest przykładowy interfejs usługi z licznikiem plików i gigabajtów, nieco niżej przykładowe drzewko katalogowe, a pomiędzy tymi elementami przycisk dodawania plików do dysku Hive. Jak już wcześniej wspomnieliśmy, usługa jest obecnie w fazie testów beta, co pozwala każdemu zainteresowanemu bezpłatnie korzystać z funkcji, które po wprowadzeniu finalnej wersji usługi dostępne będą już odpłatnie (choć też nie do końca, za chwilę to wyjaśnimy).

Do funkcji premium należą: możliwość strumieniowego przesyłania muzyki i wideo bezpośrednio z chmury, pobieranie i wysyłanie z maksymalną prędkością łącza, którym dysponuje użytkownik oraz brak reklam (co stanowi również odpowiedź na pytanie na czym zarabia usługodawca w wariancie bezpłatnym. Jednak Hive ma ambicje być czymś więcej niż tylko kolejnym dyskiem online. Widać to po podejściu do kwestii społecznościowych. Otóż użytkownik Hive'a będzie mógł korzystać z wersji premium serwisu bezpłatnie, pod warunkiem, że będzie miał... co najmniej 100 znajomych. Jak rozumieć pojęcie "znajomych" w tym przypadku? Tak jak w przypadku Facebooka, czy raczej "znajomych" a'la Dropbox, gdzie po prostu namówiliśmy kogoś do korzystania z usługi. W zasadzie i jedno i drugie. Znajomi muszą być również użytkownikami usługi (czyli jak w Dropboksie) i jednocześnie otrzymają możliwość np. komentowania plików (jak na Facebooku).Tymczasem zacznijmy od rejestracji.

Jak widać do rejestracji można wykorzystać tradycyjnie mail, ale również możliwe jest powiązanie posiadanych już kont w serwisach społecznościowych. Co w tym przypadku jest zrozumiałe o tyle, że użytkownicy serwisów społecznościowych mają znajomych, a to o nich włodarze Hive'a toczą batalię.

 

Po zarejestrowaniu konta od razu bez żadnych dodatkowych weryfikacji podanego podczas rejestracji maila jesteśmy automatycznie logowani do usługi. Główną część przestrzeni roboczej zajmują duże ikonki reprezentują foldery w chmurowym dysku. Wskazanie któregokolwiek z nich powoduje wyświetlenie podpowiedzi informującej, że dwukrotne kliknięcie pozwala dostać się do danego folderu. Nie uszła naszej uwadze istotna kwestia. Zarówno proces rejestracji jak i korzystanie z dysku online odbywa się szyfrowanym kanałem (przez HTTPS/SSL). 

Przesyłanie plików do chmury Hive

Chcąc rozpocząć przesył plików do chmury Hive, zaczęliśmy od wypróbowania tradycyjnej techniki "przeciągnij i upuść". Działa. Mało tego w momencie, gdy przenoszony przez nas plik znalazł się nad obszarem roboczym usługi widocznym w przeglądarce (korzystaliśmy z Google Chrome), interfejs automatycznie się zmienił. Oprócz strefy zrzutu, na którą upuszczamy pliki wysyłane do chmury, dostępne są również funkcje importu danych przechowywanych na koncie Dropbox (wyraźnie widać, komu Hive chce "podebrać" klientów) oraz obszar, gdzie wprowadzamy odsyłacze do plików, które automatycznie mają być przetransferowane do chmury Hive. Z jednej strony takie rozwiązanie jest dość wygodne, ale z drugiej - ogranicza elastyczność. Widząc wcześniej standardowo utworzone w usłudze foldery, sądziliśmy, że pliki będzie można samodzielnie umieścić w każdym z nich, tymczasem podczas przeciągania widok folderów ustąpił widocznemu na powyższej ilustracji.

Podczas przesyłania danych, serwis informuje o postępach operacji, przy czym pliki są wysyłane nie pojedynczo, ale po kilka na raz. Niestety, to co daje się zauważyć, to niezbyt duża szybkość uploadu do chmury. Odstająca od tego, co udało nam się zmierzyć w naszym teście chmur dyskowych. Stosowaliśmy ten sam zestaw plików podczas wysyłki, co we wspomnianym teście i w tym przypadku wysyłanie danych trwało zauważalnie dłużej, jednak ze względu na nieco odmienne warunki testu nie możemy bezpośrednio odnieść uzyskanych wyników do rezultatów naszego testu.

Bałagan i nielogiczności

Do tej pory usługa wyglądała całkiem ciekawie, jednak później przyszedł czas na niemiły zgrzyt. Po pierwsze, w trakcie pierwszej próby umieszczenia testowego zestawu plików w chmurze Hive, transfer po prostu został przerwany. Ot tak. Nie chodziło o kłopoty z naszym łączem, bo to działało bez zarzutu, wina leżała po stronie serwisu. Otóż w obecnej postaci Hive nie umożliwia wysłania większej liczby plików. Próba przeniesienia do chmury grupy 37 plików zakończyła się fiaskiem, serwis po załadowaniu siedmiu z nich po prostu przerwał pracę - bez jakiegokolwiek komunikatu, czy czegokolwiek.

Udało nam się ostatecznie przenieść cały zbiór planowanych danych, ale wymagało to czterokrotnego powtórzenia transmisji i ostatecznie podzielenia wysyłanej grupy plików na mniejsze porcje - poważna choroba "wieku dziecięcego", nie krytykujemy bardziej, bo wszak mieliśmy do czynienia z wersją beta.

Zarządzanie danymi również nie jest do końca przemyślane. Wszystkie umieszczone z takim trudem pliki w chmurze Hive, są standardowo przechowywane w folderze Transfers. Chcąc umieścić poszczególne dane w standardowo tworzonych folderach, takich jak DocumentsMusic itp, trzeba to zrobić... ręcznie, przeciągając pojedyncze pliki na poszczególne pozycje widocznego po lewej stronie drzewka folderów. W tym momencie stało się jasne, że owa "nieskończona pojemność" to po prostu chwyt marketingowy. Brak jakiegokolwiek klienta synchronizacji instalowanego na komputerze czy urządzeniu mobilnym, a tym samym brak automatyzacji procesu wysyłania do chmury powoduje, że w praktyce niemożliwe jest efektywne korzystanie z rzeczonego serwisu.

Podgląd plików, podglądem reklam

Kilka słów o podglądzie plików. Zaletą większości usług przechowywania danych w chmurze jest to, że użytkownik może podejrzeć zawartość plików zapisanych w wielu różnych formatach. Jak ta kwestia wygląda w przypadku Hive'a? Teoretycznie nie jest źle, obsługiwane są formaty graficzne (GIF, JPG, BMP czy PNG, ale już nie TIFF), audio (AAC, MP3, OGG czy WMA), wideo (AVI, MKV, MP4, WMV) czy dokumenty (w zasadzie tylko PDF, pliki Worda, Excela czy PowerPointa a nawet zwykłe pliki TXT czy RTF nie są obsługiwane), ale niezbyt nam się podobał sposób odtwarzania tych treści. W większości podobnych usług wystarczy po prostu kliknąć by zobaczyć panel odtwarzacza. W tym przypadku dwukrotne kliknięcie otwiera takie oto okienko:

Widoczna jest w nim nazwa pliku, przyciski z dostępnymi akcjami (tu: obejrzenie Watch lub pobranie na dysk w przypadku korzystania z platformy Mac), a niżej możliwość skomentowania pliku (również przez znajomych jeżeli ich mamy) oraz reklama. Reklama? Toż wersja premium (bez reklam) w fazie beta miała być bezpłatna? Ot, "wypadek przy pracy" - na beta testerach też można zarobić.

Natomiast, gdy kliknęliśmy View, zobaczyliśmy taki oto obrazek. Wideo czeka w kolejce na konwersję. Owszem, tego typu zabiegi (konwersja) stosowane są przez wiele serwisów, ale spodziewaliśmy się, że dwie godziny po umieszczeniu pliku na serwerze usługodawcy (dodajmy niewielkiego, liczącego ok. 20 MB pliku wideo) ów upora się już z konwersją. Niestety, widać włodarze Hive'a nie doszacowali obciążenia. Trzeba było nie szafować "nieskończoną pojemnością".

Na koniec pewne wątpliwości w Polsce może budzić nazwa usługi, o ile zwrot "mam dropboksa" jest zrozumiały dla większej części zinformatyzowanego społeczeństwa, to krzyknięcie do znajomego w miejscu publicznym "mam hiwa" (prawidłowo powinno być "hajwa") może zostać nieco opacznie zrozumiane przez otoczenie i - paradoksalnie - spowodować odpływ znajomych, tak bardzo pożądanych by móc korzystać z opisywanej usługi bezpłatnie i bez reklam.

Żarty żartami, ale podsumowując Hive nie przekonał nas specjalnie do siebie. Błędy logiczne w zarządzaniu plikami, kłopoty podczas wysyłki plików, powolny czas działania na przetworzenie danych powodują, że na obecnym etapie trudno uznać usługę za coś wartościowego. Ciekawostką Hive jest na pewno, niemniej żeby dziś wykorzystać choćby ułamek tak wychwalanej "nieskończonej pojemności" potrzebowalibyśmy "nieskończenie" długiego czasu.

czajka59
2015.02.05, 02:11
Witam czy mozna jakos z tego konta zrezygnowac prosze o szybka pomoc dlatego ze nie znam angielskiego i obawiam sie ze jest konto platne a nie jak w opisie darmowe.