partner serwisu

Google Chrome bardziej prywatny, czy to w ogóle możliwe?

Google Chrome bardziej prywatny, czy to w ogóle możliwe?
Autor:
Marek Kowalski
Data publikacji:
6 listopada 2014, 14:15
Średnia ocena:
Twoja ocena:
Tagi:
google, google chrome, internet, prywatność, przeglądarka www, ustawienia prywatności

Dla wielu użytkowników komputerów i internetu, marka Google stała się niemal synonimem Wielkiego Brata. Wyszukiwarkowy gigant przecież nic innego nie robi tylko zbiera dane o nas wszystkich, śledzi każde działanie każdego internauty, a w piwnicach siedziby głównej korporacji z Mountain View z pewnością zgromadzone są już dane na temat Twoich preferencji seksualnych, kulinarnych, częstotliwości drapania się po plecach i Twój rozkodowany genom. Zanim "koszmary z Google" opanują cię na dobre pozwól nam wyjaśnić, jakie naprawdę dane gromadzi Google za pośrednictwem swojej przeglądarki Google Chrome i jak można skonfigurować ustawienia prywatności w tej, najpopularniejszej obecnie przeglądarce WWW.

"Prywatność w internecie nie istnieje". W tym, dość popularnym na wielu forach internetowych stwierdzeniu jest wiele prawdy, ale mamy obawy, że wiele osób nie do końca prawidłowo interpretuje to stwierdzenie. Internet to olbrzymia sieć komputerowa. Jednak globalna skala działania nie oznacza, że w jej przypadku działają inne reguły niż w przypadku małej sieci domowej. Cechą każdej sieci komputerowej, czy może raczej, każdej sieci, w której przesyłane są dane, jest to, że komunikacja odbywa się w obydwie strony. Nie będziemy tu objaśniać technologicznych zawiłości związanych z konstrukcją pakietów sieciowych czy protokołami sieciowymi. Zapamiętajmy jedno: zarówno internet, jak i mała sieć domowa wymagają komunikacji dwukierunkowej. Jeżeli chcesz otrzymać jakieś treści z sieci, musisz ich zażądać, tym samym wysłać "coś od siebie", co najczęściej polega po prostu na wpisaniu wyszukiwanej frazy w przeglądarce WWW. W naszym artykule skupiamy się na korzystaniu z Google Chrome, najpopularniejszej obecnie (zarówno w Polsce jak i na świecie) przeglądarce WWW. Jakie zatem dane gromadzi i przesyła "w świat" Google Chrome?

Co Google Chrome wysyła w świat?

Wbrew opiniom pojawiającym się na forach skupiających miłośników teorii spiskowych, zestaw danych wysyłanych do Sieci podczas korzystania z przeglądarki Google Chrome nie jest ani zbyt bogaty w treści, ani też jakoś specjalnie większy w stosunku do innych popularnych przeglądarek WWW. Mamy tu na myśli przeglądarki z głównego nurtu, tj. Firefoksa, Internet Explorera czy Operę i Safari. Pomijamy specjalne projekty powstałe z myślą o zachowaniu największej prywatności użytkownika, np. Tor Browser czy SRWare Iron. Naszym celem jest "udomowienie" przeglądarki Google Chrome i podniesienie świadomości użytkowników tego programu, iż "nie taki diabeł straszny" jak go malują. Zacznijmy zatem od tego, co faktycznie Google Chrome wysyła do Sieci.

  • Zapytania - chcąc odnaleźć jakąkolwiek informację w internecie za pomocą Google Chrome wpisujesz odpowiednią frazę w pole tekstowe zwane Omniboksem (jedyne pole tekstowe widoczne w interfejsie przeglądarki Google Chrome po jej uruchomieniu) i wciskasz Enter. Po chwili w obszarze roboczym przeglądarki wyświetlana jest lista wyników wyszukiwania. Oczywiste jest, że w takim przypadku poszukiwana fraza jest wysyłana do Google, ale już mniej oczywiste jest że Google zbiera dane o każdym tekście wprowadzonym do Omniboksa, dotyczy to również zapytań, których ostatecznie nie zatwierdziłeś klawiszem EnterWbrew pozorom nie są to jednak szpiegowskie zapędy firmy z Mountain View, lecz działanie wymagane przez mechanizm Instant search. Z pewnością zwróciłeś uwagę na fakt, iż już w momencie rozpoczęcia wpisywania wyszukiwanej frazy Google Chrome podpowiada jej dalszy ciąg. Skąd zatem Google miałby wiedzieć, co podpowiadać, gdyby przeglądarka nie wysyłała treści wprowadzanej przez użytkownika już od momentu wciśnięcia pierwszego klawisza? Funkcję natychmiastowego wyszukiwania można wyłączyć - w dalszej części naszego poradnika dokładnie wyjaśnimy jak to zrobić. Oczywiście wyłączenie tej funkcji ograniczy ilość wysyłanych do Sieci danych, ale też ograniczy funkcjonalność przeglądarki (brak podpowiedzi). Coś za coś, jak zawsze. 
  • Odsyłacze (linki) - Google Chrome, podobnie jak wszystkie inne popularne przeglądarki WWW, gromadzi dane na temat odwiedzanych witryn internetowych przechowując lokalnie w historii linki do wcześniej przeglądanych przez internautę zasobów. Jednak Google Chrome co jakiś czas (w nieregularnych odstępach) przesyła do Google paczki danych zawierające informacje o wprowadzonych w omniboksa adresach WWW oraz o klikniętych linkach na odwiedzanych stronach. Wbrew pozorom dane te są wykorzystywane nie tylko w celu dopasowania reklam Google'a wyświetlanych na odwiedzanych przez internautę witrynach, ale służą również optymalizacji proponowanych adresów w sytuacji, gdy np. próbujesz odwiedzić nieistniejącą witrynę. Google wie o takich nieudanych próbach odwiedzin jakiejś strony próbuje wyświetlić propozycje podobnych stron. Oczywiście mechanizm ten nie zawsze działa, ale nawet jeżeli działa tylko w wybranych przypadkach, to stanowi dowód wysyłania informacji o próbie odwiedzin danego serwisu również do Google'a.
  • Hasła - tak, Google Chrome wysyła do internetu hasła, np. w przypadku synchronizacji informacji powiązanych z tożsamością użytkownika, m.in. zakładek (o tożsamościach będziemy jeszcze mówić w dalszej części tekstu). Zanim jednak wpadniesz w panikę, wiedz, że hasła są szyfrowane lokalnie (jeszcze na twoim komputerze), wysyłane są w postaci zaszyfrowanej, a zatem nie są widoczne dla osób niepowołanych, a nawet dla samego Google'a. Pytanie, skąd Google "wie", że wprowadzane hasło jest prawidłowe? Na serwerach przechowywany jest jedynie tzw. skrót hasła, samym skrótem nie można się posłużyć do nieuprawnionego logowania w imieniu jakiejś osoby, ale skrót ten wystarczy, by potwierdzić, iż wprowadzone przez kogoś hasło jest tym właściwym. Taki mechanizm nie jest zresztą tylko domeną Google'a lecz stanowi jeden z podstawowych mechanizmów uwierzytelniających stosowanych wszędzie tam, gdzie wymagane jest potwierdzanie tożsamości osoby chcącej skorzystać z jakichkolwiek zasobów. 
  • Raporty błędów i statystyki użytkowania - przeglądarka Google Chrome w razie awarii może wysyłać do producenta aplikacji automatycznie wygenerowany raport, który może (choć nie musi - zależy to od wielu czynników składających się na powstanie danego problemu z aplikacją) dane osobowe, a na pewno zawiera szczegóły dotyczące konfiguracji systemu, w którym problem wystąpił. Oczywiście celem tych raportów jest ewentualne usunięcie potencjalnych błędów w kodzie przeglądarki, które być może spowodowały wystąpienie danego problemu, a nie szpiegowanie użytkownika. Ewentualne dane na temat internauty (np. otwarte witryny w momencie wystąpienia błędu) są w tym przypadku niejako "produktem ubocznym".
  • Dane dotyczące języka - przy każdym uruchomieniu przeglądarka wysyła do Google informacje (m.in. pliki cookies powiązane z domeną google.com znajdujące się na komputerze użytkownika) na podstawie których wyniki wyszukiwań będą realizowane przez lokalną domenę google (w Polsce: google.pl).
  • Dane powiązane z automatycznymi aktualizacjami - Google Chrome, podobnie jak wiele innych programów, ma wbudowany mechanizm automatycznej aktualizacji (Google Update). Aby mechanizm automatycznej aktualizacji działał poprawnie, co pewien czas wysyłane są do Google dane zawierające informacje o tym ile osób używa przeglądarki, ile dni minęło od ostatniego uruchomienia programu, od jakiego czasu aplikacja jest zainstalowana, ile jest zdefiniowanych profili (tożsamości) - nie są natomiast wysyłane informacje prywatne powiązane z istniejącymi w danym systemie profilami. 

Dane powiązane z wykorzystywanymi funkcjami i usługami

 Oprócz powyższych typów danych, Google Chrome może wysyłać jeszcze inne typy informacji zależnie od tego z jakich usług w danym momencie korzystasz. W każdym jednak przypadku przed wysłaniem danych w interfejsie przeglądarki wyświetlane jest zapytanie, czy zgadzasz się na udostępnienie danych, bądź skorzystanie z konkretnej funkcji.

Przykład? Funkcja automatycznego tłumaczenia stron WWW. Jeżeli odwiedzisz witrynę obcojęzyczną, najprawdopodobniej wyświetlona zostanie propozycja tłumaczenia jej treści. Do momentu wyświetlenia monitu jeszcze żadne informacje nie są wysłane do serwerów Google (za identyfikację języka odpowiadają biblioteki zainstalowane lokalnie na komputerze użytkownika, a nie mechanizmy po stronie serwerów Google). Gdy wyrazisz zgodę na tłumaczenie, do serwerów Google'a wysłana zostanie treść strony - to oczywiste.

Podobnie działają inne usługi, np. odwiedzając witrynę Map Google po raz pierwszy po instalacji przeglądarki zostaniesz najprawdopodobniej zapytany o zgodę na przesłanie danych dotyczących twojej lokalizacji. OK, czas na poznanie funkcji "sterujących" prywatnością w Google Chrome.

Brak komentarzy do tej publikacji. Dodaj pierwszy komentarz.