partner serwisu

Satya Nadella, aspiracje, nauka i dobra zabawa. Wywiad z Ronaldem Binkofskim, dyrektorem polskiego oddziału Microsoft

Satya Nadella, aspiracje, nauka i dobra zabawa. Wywiad z Ronaldem Binkofskim, dyrektorem polskiego oddziału Microsoft
Autor:
Krzysztof Pojawa
Data publikacji:
18 kwietnia 2015, 13:48
Średnia ocena:
Twoja ocena:
Tagi:
bing, biznes, ceo, cortana, microsoft, ronald binkofski, rozmowa, satya nadella, software, windows, windows phone, wywiad

Czy Satya Nadella jest papieżem Franciszkiem świata technologii? Czy Polak może zostać szefem Microsoftu i co musiałby zrobić, żeby było to możliwe? Jak wygląda wpływ lokalnego oddziału na globalne produkty technologicznego giganta?
Na te i wiele innych tematów rozmawialiśmy z Ronaldem Binkofskim - szefem polskiego oddziału Microsoftu, jedną z najważniejszych i najbardziej wpływowych osób w polskim IT.

Softonet: Jak się zostaje szefem Microsoftu w Polsce, jak się na to stanowisko, do tego gabinetu, dociera z Pana rodzinnego Śląska? 

Ronald Binkofski: Myslę, że… nie ma jednej drogi do tego. Raczej trzeba by przeanalizować ścieżki wszystkim moich poprzedników i moją, jak kto tutaj docierał i to będzie zawsze inna droga. Ciężko powiedzieć, że jest jakaś reguła. To jest tak, jak w przypadku każdego innego stanowiska – człowiek pracuje, pomalutku otwierają się jakieś możliwości i jeśli jest się w czymś dobrym, to ktoś wybiera tego człowieka i w ten sposób krok po kroku idzie się wyżej.

Moje przyjście do Microsoftu to był wybór, żeby pracować w firmie technologicznej. Jednocześnie miałem też bardzo silne podstawy biznesowe, bo przez wiele lat pracowałem dla niemieckiej firmy, gdzie pod koniec prowadziłem cały region Europy Środkowo-Wschodniej i przychodząc do Microsoftu trafiłem w miejsce między biznesem a technologią i szybko zauważyłem, że technologia jest fajna, ale więcej mogę wnieść w obrębie prowadzenia całościowego biznesu. Następną moją rolą było stanowisko Chief Operating Officer i dość szybko zrozumiałem, że fajnie by było zarządzać tym biznesem end-to-end, w całym jego zakresie, i to właśnie komunikowałem moim przełożonym – że to jest moja aspiracja. Nie tylko jednak mówiłem o tej aspiracji, ale też robiłem wszystko, żeby pokazać, że jestem do tej roli gotowy i że sprawdzę się w niej lepiej niż inni i później dostałem tę możliwość.

Najpierw wysłano mnie jako szefa Microsoftu do Rumunii, czyli mniejszego kraju jeśli chodzi o biznes, ale z punktu widzenia kompleksowości tak samo skomplikowanego jak Polska, a po dwóch i pół roku prowadzenia biznesu tam, otworzyła się taka możliwość w Polsce i zaproszono mnie do podjęcia tego wyzwania.

To jest jeden z przykładów, ale myślę, że wszystko sprowadza się do tego, że trzeba odpowiednim osobom udowodnić, że jest się właściwą osobą do tego zajęcia i trzeba je dobrze wykonać. 

A skąd u Pana zamiłowanie – mówiąc w cudzysłowiu – do biznesu? Często mniej i bardziej znani managerowie opowiadają historię, jak to w wieku dwunastu lat już robią swój pierwszy biznes, a przykład kupując ogórki konserwowe w słoikach, które zjadają lub zwyczajnie wyrzucają, a sprzedają same słoiki, droższe od ogórków w tych słoikach. Czy Pan też miał takie „doświadczenia biznesowe”?  

Nie, zupełnie nie. Zawsze byłem raczej zapalonym sportowcem, niż biznesmenem, i również muzyka była dla mnie zawsze bardzo ważna, choć żeby zostało to dobrze zrozumiane – to zawsze było tylko hobby. Te dwie rzeczy to były pasje mojej młodości, a mówiąc szczerze, kiedy studiowałem, to najbardziej chciałem zostać profesorem matematyki. I taką wizję swojego życia miałem nawet dość długo, a potem zaczęło się zderzenie z rzeczywistością – trzeba było wyżywić rodzinę, więc zacząłem pracować. I tak naprawdę dopiero wtedy miałem swój pierwszy kontakt z biznesem, zarządzałem środowiskiem w firmie technologicznej i pomalutku, obserwując to wszystko zobaczyłem, że w tym biznesie trzeba spróbować. A kiedy zacząłem próbować, to zaczęło mi to bardzo dobrze wychodzić, choć robiłem to wszystko bardziej intuicyjnie. Naturalnie szybko zauważyłem, że żeby cokolwiek robić dobrze, to trzeba to obudować pewną wiedzą i to nie tylko wiedzą wyłącznie praktyczną, ale również teoretyczną, którą zacząłem gromadzić poprzez różne szkolenia, czytanie książek o biznesie. Więc krok po kroku stworzył się z tego mocny, przynajmniej z mojego punktu widzenia, fundament do prowadzenia biznesu opartego zarówno na wiedzy czysto teoretycznej, ale też praktycznej. Ja zresztą chyba wciąż jestem bardziej praktykiem niż teoretykiem i dlatego też bardzo dobrze czuję się w rolach bliskich rynku. To wszystko są składowe pewnej kariery, nie jest więc tak, że już kiedy miałem dwanaście lat, to żyłem tym, żeby zrobić biznes.

Naturalnie gdzieś się tę żyłkę ma i ja też ją na pewno miałem – kiedy trzeba było na przykład coś gdzieś załatwić, to ja to potrafiłem. Ale nigdy nie było tak, że o tym marzyłem. 

Ronald Binkofski

Czyli jeżeli trzeba byłoby powiedzieć teraz jakiemuś młodemu człowiekowi, jak zostać szefem czy Microsoftu, czy innej dużej firmy, to przede wszystkim należało by mu powiedzieć, że musi mieć swoje aspiracje i musi je komunikować odpowiednim osobom? 

Trzeba mieć aspiracje i marzenia, ale trzeba też budować swoje umiejętności, żeby swoim aspiracjom i marzeniom podołać. I to jest najważniejsze – budować umiejętności w taki sposób, żeby to były naprawdę solidne umiejętności.

Jest też jeszcze jeden istotny aspekt – zrozumienie, do czego się człowiek nadaje! Ja przez te lata wyczułem, że obszar, w którym działam jest obszarem, w którym się dobrze czuję i daję sobie w nim radę. Po prostu budzę się rano i idę z radością do pracy, bo robię to, co mi sprawia przyjemność, ale widziałem też wiele przypadków, w których ktoś trafił na takie stanowisko z racji aspiracji i – powiedzmy – ego, ale nie było to zgodne z jego charakterem. I takie rzeczy się nie udają, najczęściej kończą się jeszcze większą stratą dla tego człowieka, niż ładnym, motywacyjnym obrazkiem, który można by pokazywać.

Ja przez kolejne szczeble kariery przechodziłem może wolniej, niż inni, ale zawsze kiedy wchodziłem na kolejny szczebel, to nigdy nie czułem się nie na miejscu.

Pryncypia są jednak zawsze te same – trzeba żyć w zgodzie z samym sobą, trzeba mieć pewne podwaliny wiedzy, które na danym stanowisku są potrzebne i na koniec trzeba się ze swoim zajęciem bardzo dobrze czuć. 

Rozumiem więc, że Microsoft nie był przypadkiem, tylko świadomym wyborem, że to właśnie w tej firmie chce Pan pracować. 

Microsoft był nieświadomym wyborem, ale wszystko, co działo się, kiedy już byłem w Microsofcie, było całkowicie świadome.

A jak wyglądała Pana ścieżka już w Microsofcie? 

Zaczynałem od działu Developer & Platform Evangelism, dziś to się nazywa Developer Experience, i to był dział, w którym propagowało się nowoczesne technologie, takie których nie ma jeszcze na rynku. Była to tak zwana ewangelizacja na temat nowych trendów technologicznych i było to bardzo fajne, choć nie było bardzo biznesowe. I to był czas, w którym mogłem się trochę zastanowić, zrozumieć Microsoft z odpowiedniej perspektywy. Microsoft jest mocno skomplikowaną organizacją. Każdy kto tu przychodzi, potrzebuje trochę czasu, żeby zrozumieć, jak to wszystko działa.

Po dwóch latach przejąłem dział Marketing & Organization, czyli byłem już kimś w stylu Chief Operating Officer, kimś kto zarządza organizacją od wewnątrz, a następnym stanowiskiem był już General Manager Microsoftu w Rumunii, a następnie przejąłem odpowiedzialność za całość biznesu Microsoft w Polsce, czyli w ciągu dziewięciu lat cztery różne stanowiska. 

Czy jest możliwe, czy wyobraża Pan sobie sytuację, nieco analogicznej do tej sprzed nieco ponad roku, kiedy Satya Nadella zostawał dyrektorem generalnym Microsotu, w której do wszystkich pracowników Microsoftu na świecie przychodzi pewnego poranka mail, z którego dowiadują się oni, że nowym CEO przedsiębiorstwa zostaje Ronald Binkofski? Czy w ogóle jest taka możliwość, że dyrektor lokalnego, krajowego oddziału trafia na to stanowisko? 

(śmiech) Bezpośrednio na te pozycję… ciężko powiedzieć. Pośrednio na pewno. Wydaje mi się, że pośrednio wszystko jest możliwe w Microsofcie. Jeśli ktoś jest naprawdę dobry i z pozycji dyrektora krajowego idzie wyżej, może na stanowisko szefa regionu, jeśli prezentuje wszystkie wartości, które są niezbędne, żeby być prawdziwym General Managerem całego koncernu Microsoft, to myślę, że to jest możliwe.

Jest tu jednak niezbędne powiązanie dwóch rzeczy. Trzeba mieć bardzo mocną wiedzę biznesową i równie mocną wiedzę strategiczną z zakresu świata informatyki. Na tym stanowisku dodatkowo do decyzji biznesowych podejmuje się też decyzje o kierunkach technologicznych, decyduje się, gdzie ta firma ma pójść dalej jako oferent produktów technologicznych.

To, co robi się w poszczególnych krajach to jednak w dużej mierze zarządzanie strukturą sprzedaży i marketingu, co nie znaczy, że wielu lokalnych dyrektorów nie posiada wiedzy pozwalającej na zarządzenie firmą w szerszym zakresie. Ja taką wiedzę mam w zakresie enterprise IT, na tym się dobrze znam, natomiast mniej się znam na produktach konsumenckich.

W każdym razie droga byłaby na pewno długa, ale jestem przekonany, że jest możliwa. 

Czyli szklanego sufitu w Microsofcie nie ma? 

Myślę, że nie. I myślę, że nikt się nie spodziewał, że Satya Nadella zostanie następnym szefem Microsoft. Wewnątrz firmy było nieco inaczej, bo on już wcześniej był kreatorem strategii, którą my dzisiaj żyjemy, on koncepcyjnie odpowiadał za całą linię serwerów w Microsofcie, cały pomysł Azure, ogólnie usług chmurowych, to wszystko było w jego mocy. Myślę, że był on nieco schowany, ale to jednak bardzo naturalny wybór, bardziej technologiczny niż biznesowy. Z tym, że jest to tylko perspektywa moja własna, czyli jednego z dwustu tysięcy pracowników. Naturalnie jestem bliżej wielu spraw, bo jako szef polskiego oddziału firmy mam dostęp do dużej ilości informacji i pewne rzeczy mogłem wyczuć, ale w pewnym sensie to było bardzo duże zaskoczenie, jego kandydatura krystalizowała się coraz bardziej w końcowej fazie wyboru. No i tak się właśnie skończyło i naprawdę wszyscy bardzo się cieszymy, bo wydaje nam się, że idzie to w bardzo dobrym kierunku. Ja nie mówię tego tylko dlatego, że ktoś tam na górze mówi fajne rzeczy, ale to się naprawdę przekłada na dobrą linię produktową i ofertę, którą w poszczególnych krajach możemy oferować. 

Brak komentarzy do tej publikacji. Dodaj pierwszy komentarz.