partner serwisu

Głosowanie przez internet - dlaczego jeszcze nie w Polsce? Korzyści i zagrożenia związane z wyborami elektronicznymi

Głosowanie przez internet - dlaczego jeszcze nie w Polsce? Korzyści i zagrożenia związane z wyborami elektronicznymi
Autor:
Marek Kowalski
Data publikacji:
25 października 2015, 12:50
Średnia ocena:
Twoja ocena:
Tagi:
głosowanie online, głosowanie przez internet, i-voting, wybory, wybory przez internet

Wybory powszechne przez wielu uważane są za jeden z największych sukcesów cywilizacyjnych współczesnego świata. Możliwość wyrażenia swojej opinii, a przez to wpływanie na układ sił politycznych w danym kraju to najważniejsza cecha demokracji. W erze dynamicznie rozwijających się technologii związanych z przetwarzaniem danych niektórych może dziwić, dlaczego w Polsce wciąż nie jest możliwe głosowanie za pomocą elektronicznych środków informacyjnych - czyli mówiąc wprost, np. za pomocą własnego laptopa we własnym fotelu w przytulnym salonie. Zwolennicy e-votingu, bo tak określa się ogół elektronicznych technik obliczeniowych związanych z wyborami, argumentują, że dzięki umożliwieniu obywatelom głosowania bez potrzeby osobistego stawiennictwa w lokalu wyborczym, frekwencja w wyborach byłaby znacznie wyższa. Są też i inne zalety e-votingu. Niestety, wad i zagrożeń związanych z takim sposobem głosowania jest również mnóstwo. Warto przyjrzeć się bliżej samej idei, jej zaletom i wadom i podpatrzeć jak to zadziałało w wielu krajach, które pierwsze eksperymenty z głosowaniem elektronicznym mają już za sobą.

Argumentem stosowanym przez zwolenników systemów elektronicznego głosowania jest to, że wdrożenie takich rozwiązań miałoby w znaczącym stopniu wpłynąć na wzrost frekwencji w wyborach powszechnych. Faktem jest, że gdy przeanalizujemy np. frekwencję w odbywających się w Polsce wyborach, wyniki nie napawają optymizmem. Poniższa lista przedstawia frekwencję we wszystkich wyborach parlamentarnych w naszym kraju od momentu transformacji ustrojowej w 1989 roku.

Frekwencja w wyborach parlamentarnych w Polsce od 1989 roku:

  • 1989 - 62,7% (wybory częściowo wolne)
  • 1991 - 43,2% (pierwsze faktycznie wolne wybory w Polsce od 1989 roku)
  • 1993 - 52,13% (przedwczesne wybory w wyniku zarządzenia Prezydenta RP o rozwiązaniu Sejmu)
  • 1997 - 47,93%
  • 2001 - 46,29%
  • 2005 - 40,57%
  • 2007 - 53,88% (przedwczesne wybory w związku z podjęciem przez Sejm uchwały w sprawie skrócenia kadencji Sejmu RP)
  • 2011 - 48,92%
  • 2015 - ?

Jak łatwo zauważyć, za wyjątkiem pierwszych wyborów, które na dodatek były wyborami kontraktowymi (nie były w pełni wolnymi wyborami, lecz zostały przeprowadzone na zasadach określonych w trakcie rozmów Okrągłego Stołu), spośród wszystkich obywateli uprawnionych do głosowania, czynny udział w wyborach bierze około połowa z nich. Co to oznacza? Konsekwencje tej "obywatelskiej niedbałości" czy też braku zdecydowania i chęci wzięcia aktywnego udziału w wyborach mają istotne znaczenie dla sytuacji politycznej w danym kraju. Przyjrzyjmy się pokrótce prostemu wyliczeniu: jeżeli głosuje połowa obywateli uprawnionych do głosowania i - załóżmy - głosują oni w większości na jedno ugrupowanie, które uzyskuje ponad 50% głosów, to w oznacza to, że o sytuacji politycznej w państwie w istocie decyduje zaledwie czwarta część obywateli. To największa wada demokracji: "rządy ludu" - okazują się być w istocie wynikiem wyboru znaczącej mniejszości spośród ogółu uprawnionych do głosowania obywateli.

Słomiany zapał Estończyków?

Pojawienie się możliwości przeprowadzania wyborów z wykorzystaniem elektronicznych środków informacyjnych zostało w wielu krajach przyjęte wręcz entuzjastycznie, np. aż 85% procent obywateli Estonii - kraju, gdzie już wdrożono system elektronicznego głosowania - poparło projekt e-votingu, jednak okazało się, że olbrzymie poparcie nie przełożyło się na zauważalny wzrost frekwencji - przynajmniej na początku. Przykładowo w wyborach samorządowych w Estonii w 2005 roku, pierwszych w tym kraju przeprowadzonych z wykorzystaniem również łącz internetowych, zaledwie 1,84% głosów oddano online. Ogólna frekwencja wyniosła w estońskich wyborach 47% (jak widać problem "tylko połowa głosuje" nie jest wyłącznie polską specyfiką), co tym samym oznacza, że mimo ogromnego poparcia dla technologii (85% obywateli), skorzystało z niej faktycznie mniej niż jeden procent, a łączna frekwencja jak była niska, taka pozostała. Z czasem jednak obywatele tego kraju zaczęli przekonywać się do nowej formy głosowania. Warto zatem na elektroniczne systemy głosowania spojrzeć w szerszym kontekście.

Elektroniczne głosowanie, co to naprawdę znaczy?

Potoczne rozumienie e-votingu jest nieco mylące - zwykle na hasło "głosowanie elektroniczne" - budujemy sobie w głowie obraz głosowania za pomocą domowego komputera, a może nawet za pośrednictwem smartfonu - oczywiście z wykorzystaniem łącz internetowych. W istocie użycie elektronicznych środków przetwarzania informacji w wyborach powszechnych może przybierać różne formy. Już sama elektroniczna wizualizacja wyników głosowania, czyli użycie komputerów wyłącznie do analizy i prezentacji wyników wyborów przeprowadzanych tradycyjną metodą jest w istocie pierwszym etapem elektronicznego głosowania. Kolejnym szczeblem e-votingu jest umożliwienie obywatelom głosowania nie poprzez skreślenie nazwiska/nazwisk kandydatów na papierowych arkuszach wyborczych, lecz poprzez wskazanie wyboru na specjalnie do tego celu przygotowanych komputerach (niekiedy zwanych "kioskami wyborczymi) ustawionymi w lokalach wyborczych. Wreszcie za pełny system elektronicznego głosowania uznaje się systemy umożliwiające głosowanie obywatelom za pośrednictwem internetu, czyli - teoretycznie - z dowolnego miejsca na świecie. Każda z form wsparcia procesu wyborczego przez systemy elektroniczne ma zarówno zalety, jak i - niestety - wady. Zacznijmy od zalet e-votingu.

Zalety e-głosowania

Tradycyjny sposób głosowania wymusza na wyborcy jego osobiste stawiennictwo w odpowiednim lokalu wyborczym, wyznaczonym na podstawie adresu zameldowania. Automatycznie eliminuje to z procesu wyborczego obywateli, którzy nie mogą brać udziału w wyborach ze względu na przebywanie poza miejscem, w którym są zameldowani (emigracja zarobkowa, studenci, pracownicy sezonowi itp.). Należy też pamiętać, że na frekwencję w wyborach ma również wpływ to, że nie bierze w nich udziału wiele osób niepełnosprawnych ruchowo. Elektroniczne środki komunikacji gdyby zostały dopuszczone w naszym kraju jako kolejna forma uczestnictwa w wyborach powszechnych mogłyby zniwelować te ograniczenia dla obu ww grup społecznych. Nie trzeba być geniuszem, by zrozumieć, że im większy wysiłek musi podjąć wyborca by wziąć udział w wyborach, tym mniejszą motywację ma on by w tychże wyborach uczestniczyć. Nie da się ukryć, że sprowadzenie procesu wyboru do np. wskazania nazwiska kandydata na komputerze i przesłanie głosu przez internet byłoby znacznym ułatwieniem.

Warto też zwrócić uwagę na jeszcze jedną zaletę elektronicznej metody głosowania - przy właściwym wdrożeniu takiego systemu, każdy oddany przez obywatela głos będzie głosem ważnym. Na papierowym arkuszu wyborczym wyborca może teoretycznie napisać cokolwiek, popełnić błąd (nie ma znaczenia czy umyślny, czy też nie) i tym samym oddać nieprawidłowy głos. W przypadku systemu elektronicznego tego typu błędy można wyeliminować.

Gdzie to działa i jak?

Trudno jednoznacznie stwierdzić gdzie po raz pierwszy e-voting znalazł zastosowanie w praktyce. Przykładowo pierwsze głosowanie wyborcze realizowane również przez internet odbyło się w Arizonie, podczas prawyborów prezydenckich w 2000 roku. W Stanach Zjednoczonych, w przeciwieństwie do obowiązującej w Polsce ordynacji wyborczej, prawybory są częścią oficjalnej procedury wyborczej; u nas - o ile w ogóle są organizowane - pełnią w zasadzie wyłącznie rolę sondażową.

Jednak już znacznie wcześniej - bo w 1995 roku - głosy obywateli umieszczono cyfrowo w petycji (głosy zbierano poprzez WWW) przeciwko francuskim próbom nuklearnym na Pacyfiku.

Wynik głosowania został dostarczony francuskiemu rządowi na przenośnym nośniku magnetycznym firmy SyQuest, podobnym do przedstawionego na powyższej fotografii. 

Dziś lista krajów, w których udało się wdrożyć elektroniczny system głosowania w wyborach powszechnych systematycznie się wydłuża. O Estonii już wspomnieliśmy wcześniej, ale jeszcze wcześniej elektroniczną formę głosowania przyjęto np. w Brazylii. Z e-votingu korzystają, bądź korzystały również takie państwa jak: Belgia, Francja, Niemcy, Szwajcaria, Norwegia, Irlandia, Holandia  Włochy czy Rumunia - żeby poprzestać tylko na krajach z naszego kontynentu. 

Elektroniczny terminal do głosowania firmy Smartmatic używany podczas wyborów w Belgii

Należy jednak pamiętać, że w różnych krajach przyjęto różne poziomy wdrożenia systemów elektronicznych do procesu głosowania i wyborów. Na przykład Niemcy czy Francja od dawna stosują elektroniczne systemy zliczania głosów, dzięki czemu wynik wyborów jest znany dosłownie kilka godzin po zamknięciu lokali wyborczych. W Brazylii e-głosowanie polega na tym, że obywatele głosują w lokalach wyborczych, za pomocą nie długopisu i kartek lecz poprzez specjalne terminale komputerowe. Ich głos jest w takim przypadku zliczany natychmiast, a wynik wyborów jest znany w przeciągu minut od zakończenia wyborów.

Jednak najbardziej pełne wdrożenie elektronicznego systemu głosowania udało się uzyskać we wspomnianej wcześniej w artykule Estonii. Czemu akurat w tym kraju? Udało się to z m.in. z kilku następujących powodów. Obywatele Estonii już w 2005 roku posługiwali się elektronicznymi dowodami osobistymi. Ich dokumenty potwierdzające tożsamość mają wbudowane układy elektroniczne, które pozwalają cyfrowo potwierdzić tożsamość posługującego się tym dokumentem obywatela. Ponadto ci, którzy chcieli głosować online musieli doposażyć się z w specjalny czytnik (kosztujący ok. 7 euro), który podłączony do komputera umożliwiłby odczyt czipu w dokumencie tożsamości, a tym samym uwierzytelnił uprawnioną do głosowania osobę. Wreszcie ciekawostką jest również sam sposób głosowania. Estończycy mogli oddawać głos cyfrowo (i tylko tak) przez dwa tygodnie (niektóre źródła podają 7 dni) przed właściwym terminem wyborów. Co więcej, mogli ten głos oddawać wielokrotnie, zmieniając w tym czasie zdanie - przy czym za ważny był uznany ostatni oddany elektronicznie głos. Natomiast we właściwym dniu wyborów, kiedy otwarto lokale wyborcze również do tradycyjnego sposobu głosowania, głosowanie przez internet nie było już możliwe. Jak wspomnieliśmy mimo szerokiej akceptacji społecznej dla takiej formy głosowania podczas pierwszych wyborów z wykorzystaniem systemów elektronicznych z e-votingu skorzystała garstka uprawnionych. Jednak w miarę upływu lat trend jest stale rosnący - w ubiegłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego na elektroniczną formę oddania swojego głosu zdecydowało się już aż 31,3 procent wszystkich Estończyków uprawnionych do głosowania.

Trudności, trudności, trudności

W przypadku wielu pozostałych państw eksperymentujących z elektronicznymi systemami głosowania efekty nie były już tak budujące jak w przypadku Estończyków. Na przykład rząd Irlandii w 2004 roku (niektóre źródła podają rok 2002) zakupił za ok. 50 mln euro od holenderskiej firmy Nedap specjalistyczny sprzęt, który został wykorzystany w niektórych okręgach wyborczych, ale irlandzkie organy odpowiedzialne za prawidłowy przebieg wyborów na podstawie zamówionego, niezależnego audytu bezpieczeństwa zakwestionowały jakość zabezpieczeń zakupionych urządzeń przed potencjalnymi oszustwami. W rezultacie kosztowny, pilotażowy system stał się kosztownym w utrzymaniu (generującym coroczne koszty konserwacyjne sięgające setek tysięcy euro) cyfrowym niewypałem.

W pozostałych państwach, w których udało się skutecznie wdrożyć elektroniczne środki głosowania, rozwiązania najczęściej mają charakter specjalnych elektronicznych urządzeń do głosowania umieszczonych w lokalach wyborczych. To jeszcze nie jest oczekiwana sytuacja, by każdy obywatel mógł zagłosować przez internet z domu. W zasadzie główną zaletą elektroniki w lokalach wyborczych jest to, że wynik wyborów jest znany niemal natychmiast po zakończeniu głosowania. Takie rozwiązania - oprócz wspomnianej wcześniej Brazylii - funkcjonują z powodzeniem np. w Belgii. 

Jest jeszcze jedna istotna kwestia. Czy wdrożenie komputerów w lokalach wyborczych jako kolejnej metody głosowania ma uzasadnienie ekonomiczne? Należy pamiętać, że tradycyjne urny wyborcze i karty do głosowania są znacznie tańsze od sprzętu elektronicznego, który nie dość, że droższy w momencie zakupu (znacznie droższy od zwykłych domowych komputerów ze względu na podwyższone wymogi w zakresie bezpieczeństwa), to jeszcze na dodatek jest wykorzystywany bardzo rzadko (np. wyboru parlamentarne w Polsce odbywają się co 4 lata), zatem w trakcie przestojów generuje dodatkowe koszty związane z przechowywaniem i konserwacją. Zatem, choć dobrze byłoby poznać szybko wyniki wyborów, pozostaje pytanie: czy nas na to stać?

Głosowanie przez internet

Zasadniczym problemem związanym z umożliwieniem obywatelom głosowania za pośrednictwem internetu, czyli praktycznie z dowolnego miejsca na świecie, jest przede wszystkim konieczność silnego uwierzytelnienia uprawnionej do głosowania osoby. To oczywiste - system musi "wiedzieć" że osoba oddająca głos przez internet jest faktycznie osobą uprawnioną do głosowania. W Estonii poradzono sobie z tym problemem za pomocą wspomnianych już specjalnych dokumentów tożsamości zawierających specjalny czip uwierzytelniający danego obywatela w systemach elektronicznych. Z drugiej jednak strony zasada silnego uwierzytelnienia jest sprzeczna z podstawową zasadą wyborów powszechnych, które powinny być - jak wiemy - bezpośrednie i tajne (w sensie: anonimowe). Jak zatem uzyskać anonimowość kogoś, kto najpierw musi cyfrowo potwierdzić swoją tożsamość? Rozwiązaniem stosowanym w tych regionach, gdzie wdrożono systemy głosowania przez internet (m.in. właśnie w Estonii) jest użycie specjalnych, centralnie zarządzanych systemów anonimizujących przesyłane głosy. Jest to jakieś wyjście, ale oznacza to też utratę kontroli obywatela nad jego głosem (w klasycznym, "papierowym" głosowaniu wyborca wie, że do urny wrzuca niepodpisany arkusz, zatem ma pewność, że jego głos jest anonimowy).

Cyfrowo przeprowadzone głosowanie jest procesem daleko trudniejszym do weryfikacji. Z pewnością wielokrotnie spotykaliśmy się z wiadomościami, że gdzieś na świecie wybory były obserwowane przez niezależnych obserwatorów OBWE. W przypadku cyfrowo realizowanego procesu głosowania obserwacja staje się mocno utrudniona - wybory przestają być transparentne, co może budzić uzasadnione wątpliwości co do ich prawidłowego przebiegu.

Przyszłość

Rozwiązanie problemów związanych z wdrożeniem e-wyborów jest oczywiście możliwe, ale wymaga czasu oraz odpowiednich środków, nie tylko w infrastrukturę bezpośrednio związaną z samym procesem cyfrowego głosowania, ale również w cyfrowe nośniki pozwalające np. ustalić tożsamość głosującego. Teoretycznie w Polsce już od dłuższego czasu mamy możliwość korzystania z podpisu kwalifikowanego, czyli bezpiecznego, elektronicznego podpisu służącego do podpisywania dokumentów i umów mających moc prawną - w tym sensie cyfrowy podpis kwalifikowany jest równoważny podpisowi odręcznemu. Jednak składanie takich podpisów dla zwykłego obywatela jest bardziej kłopotliwe niż podpisanie się na arkuszu z listą obywateli uprawnionych do głosowania w danym regionie, podsuwanym każdemu głosującemu w lokalu wyborczym. Wprowadzone w tym roku nowe dowody osobiste, wbrew wcześniejszym pogłoskom nie zawierają cyfrowej informacji, która umożliwiała by uwierzytelnianie obywatela w komputerach. Wygląda na to, że w najbliższym czasie do wyborów będziemy musieli fatygować się osobiście i składać swój głos tradycyjną metodą. Na koniec proponujemy jeszcze zapoznanie się z interesującymi dokumentami dokładniej prezentującymi przedstawioną tu tematykę: 

Podobał Ci się ten artykuł? Chcesz wiedzieć więcej? Polub nasz profil na Facebooku!

Ze względu na obowiązującą ciszę wyborczą funkcja komentowania została wyłączona do dn. 2019-05-26 godz. 21:00.